Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

czwartek, 27 lipca 2017

Jajko zapiekane w awokado

Takie śniadanie chodziło za mną odkąd zobaczyłam filmik z tym pomysłem. Bodajże na fp Przyślij Przepis, ale pewności nie mam, bo tak dawno to było.
Awokado samo w sobie jest dla mnie takie nijakie, mdłe, bez smaku. Ewentualnie ja go nie wyczuwam. Ciekawa więc byłam połączenia z jajkiem, które- co tu dużo mówić- naprawdę lubię :) Oczywiście moja wersja jest nieco bardziej przyrumieniona, bo ja z tych, co to żółtko jednak musi być lekko ścięte. Mam nadzieję, że mnie za to nikt nie zlinczuje.. znam takim, co by mogli 😜
A Wy jesteście ciekawi jak smakuje takie śniadanie...? Zrób i podziel się opinią ze mną :)

wtorek, 25 lipca 2017

Chlebki naan a'la pizzerinki

Kolejny pomysł "wymieciony" spod sterty innych, który myślałam, że już dawno na blogu. 
Zwyczajne ciasto, drożdżowe. Pieczone na patelni z dodatkami. Proste, a zarazem smaczne. 
Można je również przygotować w piekarniku i jest o niebo szybciej, ale te z patelni grillowej mi osobiście bardziej smakowały no i fajnie wyglądały tak przy okazji :D
W kolejce do napisania czeka sporo innych przepisów, ale ostatnio nijak nie wyrabiam. Dziś jeszcze jadę "w Gości", więc tym bardziej będzie ciężko przysiąść, by coś popracować. 
Bądźcie jednak cierpliwi, niedługo Wam to wynagrodzę ;) 

sobota, 22 lipca 2017

Sernik malinowo- porzeczkowy

Sernik, który wizualnie w ogóle mi się nie podoba. Dokładniej rzecz biorąc nie podoba mi się wzorek jaki wyszedł z masy serowej pomiędzy pierwszą a drugą częścią tego sernika z owocami. Pierwotny zamysł był taki, że każdą warstwę wyleję dopiero kiedy poprzednia zastygnie... niestety moje dziecię zaczęło tak grymasić, że nocne kucharzenie zamiast przyjemnością stało się mordęgą. Zrobiłam byle jak, byle szybko ;) Stąd też moje niezadowolenie. Dodaję przepis tylko i wyłącznie na Waszą prośbę, bo szczerze powiedziawszy nawet nie miałam zamiaru go publikować. Zresztą nawet nie miałam napisane składników tak na "roboczo" więc i z napisaniem całości chwilę zeszło. 
Mam nadzieję, że sernik ten będzie dla Was inspiracją i jeśli nie taki sam, to zrobicie w podobnej wersji z owocami, które nadal są dostępne (czarna porzeczka, jagoda...)


czwartek, 20 lipca 2017

Sałatka na pieczarkowym cieście

Upał niemiłosierny, a ja zamiast mrożoną kawą częstuję sałatką 😆 Zdziwieni? Ja też, bo tak mi się zaplątały gdzieś zdjęcia, że dopiero teraz je dojrzałam. Zresztą jak po nich widać- sałatka przygotowana była na wielkanocne święta, a o tych już każdy zdążył zapomnieć. 
Skąd pomysł na takie połączenie? Ogromnie ciekawiło mnie ciasto pieczarkowe, które spotkałam na blogu Kolorowy Przepisownik, a że sałatkę leśną już też dawno chciałam zrobić, to tak je sobie pomieszałam, poplątałam i wyszło to oto cudo :) 
Zastanawiacie się pewnie jak taką sałatkę podzielić? Prawda jest taka, że jeśli podajemy ją na talerzykach jako "porcję", to najlepiej pokroić ją zaraz po wyjęciu z lodówki, mocno schłodzoną. Sałatkę, która stoi ileś tam na stole i co prawda cieszy oko- później ciężko podzielić, bo jednak ta górna przekładana warstwa nie jest już taka stabilna. Nie wiem jak jest w przypadku sałatki leśnej, ale skoro to podobne przełożenie, to obawiam się, że jest podobnie tylko nikt o tym nie pisze 😜 A może się mylę? Jeśli tak, to piszcie i wyprowadzajcie mnie z błędu ;)

poniedziałek, 17 lipca 2017

Tarta z bobem i pieczarkami

Miałam kiedyś takie marzenie, by kupić sobie w końcu formę do tarty z wyjmowanym dnem. Okazja nadarzyła się ostatnio kiedy będąc w sklepie sama wpadła w moje ręce :D Zupełnie przypadkiem, ale że i cena była malutka to postanowiłam zaryzykować i wziąć ją ze sobą.
Wykonana z grubej blachy więc nie powinna się wyginać pod wpływem ciepła. I nie wygina się, aczkolwiek by spód tarty był przyrumieniony musiałam dodatkowo podpiec na dolnej grzałce przez kilka minut. Ot taki mały minus, który mi nijak nie przeszkadza.
Jako że tarty uwielbiam, a sezon na bób trwa w najlepsze, postanowiłam połączyć je ze sobą i stworzyć pyszną przekąskę, choć i na obiad śmiało możemy ją podać.
Jest jednak coś, co mnie w tych przygotowaniach ogranicza. A mianowicie... samo ciasto, którego okropnie nie lubię siekać i zagniatać, bo zawsze gdy mam dłonie zlepione na amen, w tym samym momencie  któreś dziecko koniecznie chce "hopa". Tym rzem było inaczej. Składniki, które przygotowałam wystarczyło umieścić w misie Tefal Companion, uruchomić i ... już! Po 3 minutach (byłoby szybciej, ale miałam za mało mąki i dosypywałam w trakcie) miałam gotowe ciasto, zwarte, bez zbędnego brudzenia rąk :)

piątek, 14 lipca 2017

Chłodnik warzywno- owocowy

Uwaga! Kolejne lokowanie produktu przed Wami 😜

Tym razem na "tapecie" #krakus i jego koncentrat barszczu ;) Marka sama w sobie znana mi już od dłuższego czasu, ale pokochałam ją tak na dobre jakiś czas temu, kiedy po raz pierwszy spróbowałam czerwonego barszczu z kartonu. Możecie wierzyć lub nie, ale oboje z Mężem piliśmy go bez żadnej dodatkowej "obróbki". To był początek... A głowę straciłam w momencie gdy w obrocie pojawiły się buliony. Nigdy się Wam nie przyznawałam, ale jeśli nie mam domowej bazy do zupy (bo i tak się zdarza), to używam właśnie te koncentraty. Z jednego wychodzi mi spora porcja, spokojnie na dwa dni. Problem mam tylko z ich zakupem, ale na wiosce otworzyli nowy sklep, może będzie inaczej... ? 😁

Co do samego barszczu w słoiczku- chyba po raz pierwszy miałam przyjemność z nim kucharzyć, ale jest tak intensywny- zarówno w smaku jak i barwie, że kto wie czy teraz nie będę szła na łatwiznę. Nie zawsze- co to, to nie, ale sporadycznie myślę, że warto ;) Już wiem, że będzie zdecydowanie szybciej, a równie smacznie.
Dziś korzystając z niego przygotowałam #chlodnik. Nie byle jaki, bo z dodatkiem owoców i lodów(!). Ten tradycyjny z jajkiem i koperkiem już jest na blogu, więc chciałam Was zaskoczyć czymś nowym. Pewnie się zastanawiacie jak smakował i czy dało się go zjeść...? Owszem dało! Nie zrobiłam wiele, bo też miałam obawy. ale słoiczki rozeszły się i wróciły puste, co niektóre nawet umyte 😄 #Sprytnieizdrowo 😎 Lodami chciałam przekonać mojego starszaka, ale co Wam będę ściemniać, nie udało się, bo w tym samym czasie Tata wyskoczył z kinderką... Jego strata ;) Mam nadzieję, że w przyszłości mu się odmieni i wszystko będzie "zmiatał" z talerza :)


Torcik z owocami lata

Obiecywałam kilka dni, ale w końcu jest. Zresztą prawda jest taka, że miałam go wstawić w nocy, później rano, a przeciągnęło się do popołudnia :/ Powód jest oczywisty i właśnie usiłuje zwrócić moją uwagę, odchylając mi bluzkę i drapiąc mnie ostrymi jak brzytwa pazurkami, które idzie obciąć tylko na śnie, głębokim śnie. A że z takim ostatnio kiepsko, to hodujemy... Ale nie o tym miał być wpis, więc temat zmieniamy ;)
Torcik był niespodzianką dla Teściów, którzy w tygodniu obchodzili swoją 35 rocznicę ślubu. Stwierdziłam, że to na tyle odpowiednia okazja, że warto to uczcić. Najlepsze w tym wszystkim, że oni sami o tym zapomnieli, ale za tyle lat, to i ja pewnie o swojej zapomnę. Póki co marne 4, to się jeszcze pamięta :P
Do przygotowania tortu można śmiało wykorzystać świeże owoce, zwłaszcza jeśli posiadacie swoje na przydomowych ogródkach. Kupić mieszankę na jakimś targu, to jednak koszt niemały... Za same maliny ostatnio zapłaciłam 9 zł za malutkie pudełeczko... o jagodach nie wspomnę, bo słoik koło 20zł, a mniejszej ilości nikt nie sprzeda. Dlatego też zdecydowałam się na mrożone, choć do tej pory mam z tego powodu lekki niedosyt. No bo jak to tak... w lecie mrożonki kupować :D
Dodatkowo same kremy nie są wzbogacone dużą ilością cukru, przez co tort nie jest mdły i ciężki. Zdecydowanie poleciłabym go na upały i imprezy w ogrodzie :) 
Więcej na temat cukru i tego jak go używać poczytasz na stronie www.uczymyjakslodzic.pl


czwartek, 13 lipca 2017

Francuskie rożki- ciasteczka "Na raz"

Nie tylko Mama wie, co dobre ;) Teściowe też znają się na rzeczy i próbują dogodzić sobie i synowej przy okazji ;) Dokładnie taki przepis pochodzi właśnie z zeszytu mojej "drugiej" Mamy. Przygotowujemy je często, praktycznie na zmianę. Dzięki prostemu kształtowi wycina się je w miarę szybko, więc i pracy mniej, a wszyscy zadowoleni tacy, że łooo... jakby to co najmniej konkretna Pavlova była, a nie najprostsze w świecie ciasteczka. 
Polecam przygotować je swoim najbliższym i sami zobaczycie jak niewiele trzeba, by sprawić radość :)

środa, 12 lipca 2017

Kruche babeczki z malinami i bezą włoską

Dziś, wraz z babeczkami słów kilka o moim pierwszym razie ;) A nawet o dwóch... 
Pierwszy dotyczy palnika, który udało się wygrać, a na który polowałam od dłuższego czasu, drugi o bezie włoskiej, której właśnie przez wzgląd na brak palnika nigdy nawet nie przygotowywałam. I o ile w życiu z tymi pierwszymi razami różnie, tak tutaj jestem z siebie naprawdę zadowolona 😜 
Nie dość, że babeczki wyglądały rewelacyjnie (chyba nie macie wątpliwości!), to smakowały równie dobrze. Zarówno nadzienie jak i sama włoska beza. 
Kwaskowate malinki, słodka beza i herbatniki. Nie ma takiej opcji, by komuś oko nie uciekło na ten deser! Przygotowany z odrobiną cukru (www.uczymyjakslodzic.pl), pachnący latem i miłością podbije serca Twoich najbliższych :) 
Daleko im do tych przygotowywanych przez moją Mamę, oczywiście wizualnie, ale smak broni się sam! 


niedziela, 9 lipca 2017

Szpinakowa z pierożkami tortellini

Soczysta zieleń, to jeden z moich ulubionych kolorów. Szpinak za to, jak już kiedyś Wam wspominałam pokochałam stosunkowo nie dawno, ale używam go głównie do deserów. Czasem zdarzało się w mięsie. Zupy natomiast nigdy nie robiłam, po raz- nie ma ich kto u mnie jeść- rośnie mi pokolenie mięsożerców 😆, po dwa- jakoś o takiej nigdy nie pomyślałam. Do czasu, aż na dnie zamrażalnika nie znalazłam otwartego już opakowania mrożonego szpinaku. Stwierdziłam, że skoro się już napatoczył, to coś z nim zrobić muszę. Zresztą nie lubię jak mi otwarte torebki plątają się po szufladach, przechodząc dodatkowo pozostałymi zapachami. 
Przygotowanie samej zupy, to naprawdę prościzna. Zastanawiałam się tylko z czym ją podać, bo zwykły makaron nijak mi się nie widział, groszek ptysiowy całkowicie wybył z kuchni a grzanki też mi się średnio uśmiechały. Z opresji wybawiło mnie grzybowe tortellini, które czekało na swoje miejsce w sałatce. Okazało się, że ten duet nieźle się ze sobą dogaduje, więc śmiało Wam polecam!